Inspirujące opowieści o wybaczaniu.




Jestem w poczekalni naszego małżeństwa” 



W tym miesiącu kupiłam czasopismo „ADREMIDA” gdyż zainteresował mnie artykuł dotyczący Radykalnego Wybaczania. Jednocześnie chciałabym podzielić się swoimi przeżyciami na ten temat.

Niedawno zdałam sobie sprawę, że tkwię samotnie w poczekalni naszego małżeństwa. Mam 58 lat, jestem od 35 lat w związku małżeńskim, który uważałam za bardzo udany. Odkąd pamiętam zawsze byłam bardzo szczęśliwa w rodzinnym domu będąc dzieckiem i jako dorosła osoba w małżeństwie do czasu gdy … Ale może po kolei.
Dom rodzinny wspominam jako bardzo zadbany dużym staraniem mojej mamy. Pełen ciepła i miłości. Mama gdy dorastałam stała się moją przyjaciółką, jej też zawdzięczam przekazane mi dobre geny i wdrożenie we mnie potrzeby dbałości o miejsce w którym jestem. Głównie dbałości o dom i bliskich. Od wczesnych lat mama potrafiła nie narzucając nakazu delikatnie wyrobić we mnie poczucie pomagania jej w pracach domowych. Fakt ten zaprocentował w moim dorosłym życiu. Gdy wychodziłam za mąż w wieku 23 lat niczego nie bałam się i potrafiłam doskonale poprowadzić nasz dom. Miałam dorosłe podejście do życia i wiedziałam że dam sobie radę ze wszystkimi codziennymi pracami. Szybko brałam się nie tylko za robienie pierogów ale i smażenie pączków. Gdy przychodziły na świat nasze dzieci pierwsze malutkie mieszkanie lśniło zawsze czystością. Żadne prace nie były dla mnie za ciężkie. A zajęcia domowe głównie spadały na mnie do wykonania, bo mój ukochany małżonek ciągle był w pracy. Nie zdawałam sobie sprawy, że moje życie to „poczekalnia naszego małżeństwa”, gdyż mąż zawsze dużo pracował, dzięki temu szybko awansował i miał duże uznanie u pracodawców i kolegów. Doba dla niego okazywała się zwykle za krótka aby znaleźć czas dla rodziny. Tak więc dziećmi gdy były małe i gdy dorastały zajmowałam się głównie sama. Mam wrażenie, że pracowanie tak zdominowało mojego ukochanego, iż stał się pracoholikiem. Czas biegł do przodu, dzieci dorastały a ja zajmowałam się domem i pracą zawodową, świetnie dając sobie radę ze wszystkim co było ważne, nadal będąc w poczekalni pełnej miłości do mojego mężczyzny. Owszem był też krótki okres w jego karierze zawodowej gdzie wracał po pracy do domu normalnie ale to było tak krótko że nawet nie pamiętam ile tego było (może 2 lub 3 lata). Ale wracając do początku mojego opisu i szczęścia w życiu napisałam iż byłam w tym wszystkim i tak bardzo szczęśliwa do czasu gdy … i tu zaczyna się nowa inna opowieść.
Po 35 latach małżeństwa dowiedziałam się, (wierzę iż to była podpowiedz mojego Anioła) że mój idealny, ukochany mężczyzna zakochał się w koleżance z pracy. Tak mając 58 lat zwariował i zakochał się w młodszej koleżance, nie potrafił we właściwym czasie zapalić czerwonej lampki w głowie (a może nie chciał) i wycofać się z tego uczucia tylko je pogłębił, aż zorientowałam się co jest grane chyba po pół roku tej znajomości. Patrząc mi prosto w oczy powiedział zakochałem się i nic na to nie mogę poradzić, stało się. Kocham was obie. Czar naszego małżeństwa prysł w jednej chwili. Przyczyna, właśnie długie przebywanie w pracy i pomoc koleżance w nowych obowiązkach to zbliżyło ich do siebie na tyle że powstało uczucie. Zwłaszcza że kobieta jest w separacji ze swoim mężem więc skorzystała z zalotów mojego. Wspaniale czuje się będąc adorowaną, korzysta z tego. Niby go nie chce ale nie zniechęciła go definitywnie do siebie. Po półtora roku tej „wyjątkowej” znajomości przyjęła od męża bardzo drogie ekskluzywne perfumy (wiem też, że nie jeden raz). No cóż próżność kobieca nie zna granic!. Dodatkowo mąż spotykał się z tą kobietą, dawał prezenty, przywoził z lotniska, nawet kupił osobną komórkę tylko do kontaktów z nią w której założył hasło.
Tym wszystkim mój kochany upokorzył mnie, zasmucił, straciłam do niego zaufanie. Zranił również nasze dorosłe dzieci. Wiem że stało się, ale mąż nadal adoruje tą kobietę (może już mniej). W domu mam wrażenie, że jest normalnie dzięki mojej terapii, ale ta pani jeszcze w jakiś sposób tkwi między nami.
Tak więc w poczekalni naszego małżeństwa zrodziła się zdrada emocjonalna mojego męża. Poczekania nadal trwa gdyż mąż zwykle pracuje po 12 godzin dziennie. Co wyprawia z ulubioną, koleżanką nie wiem, nie sprawdzam, może nic a może miłymi słówkami umilają sobie pracowanie i sms-owanie? Nie obchodzi mnie to już, ale zanim tak mogłam powiedzieć to przez rok popadłam w stan totalnego odrętwienia. Codziennie siebie gnębiłam wymyślonymi historiami na temat tego co mój mąż robi i jak się zachowuje z tą panią. Stałam się ofiarą własnego życia. Potrafiłam całymi godzinami mieć wokół siebie wadliwą energię i trudne myśli. Zniszczyłam własną wartość, straciłam chęć do działania i przenoszenia gór którą zawsze miałam w sobie. Czasem myślałam że zwariuję. Miałam wiele tzw. „białych nocy”, bo po prostu nie mogłam spać. Masę godzin wieczornych spędziłam rozmawiając z mężem ale to nic, a nic nie dało. Pokusiłam się nawet o rozmowę z tą panią, która nie wiele wniosła zmian. Jednocześnie ciągle czekałam w poczekalni na ukochanego i myślałam że on się odmieni i zrezygnuje z koleżanki. Nigdy też nie przestałam go wyjątkowo kochać. Często wracały wspomnienia wspólnie spędzonych tak wielu udanych lat. Ten niezwykle trudny rok w moim życiu stał się nie do zniesienia. Przypadek sprawił a właściwie to nie przypadek bo takich przecież nie ma, że podpowiedziano mi iż powinnam sobie pomóc bo oszaleję z tej rozpaczy. W końcu po roku zaczęło zmieniać się. Dostałam podpowiedz aby przeczytać książkę Colina Tippinga „Radykalne Wybaczanie”. Przeczytałam i zrozumiałam, że to jedyna droga do mojego uzdrowienia, tylko aby móc wdrożyć w życie zasady radykalnego wybaczania potrzebuję pomocy. Książka jest napisana przystępnie ale zakorzenione we mnie „bycie ofiarą” nie tak łatwo samemu zwalczyć. Poszukałam więc w intrenecie (skarbnicy wiedzy) Trenera Radykalnego Wybaczania w moim mieście. Na szczęście jest i mogłam skorzystać z fachowej pomocy. Korzystam i już wiem że końcowy efekt będzie genialny. Chociaż podczas terapii bywa bardzo trudno. Wszystko wali się czasem na głowę i są doły. Tylko, że ja już nie mam odwrotu i chcę to przetrwać, bo inaczej zagnębię siebie. Dlatego zmieniam swoje nastawienie i pracuję nad myślami i poglądami. We mnie zmienia się wiele a jeszcze więcej jest do zmiany na później. Dziękuję Bogu że mogłam tego wszystkiego doświadczyć i odnaleźć od nowa własną wartość. Znalazłam zajęcie które daje mi zadowolenie, piszę to co czuję i to mnie niezmiernie cieszy. Znów uwierzyłam w siebie i uśmiecham się. Tak uśmiecham się bo przez ten rok wylałam więcej łez niż przez całe swoje życie a śmiech rzadko gościł na mojej buzi, chociaż z natury jestem bardzo pogodną osobą.
Przez całą tą sytuację i dzięki pracy z moją przemiłą Trenerką od Radyklanego Wybaczania dużo zrozumiałam i ciągle odkrywam w sobie nowe rzeczy które muszę zmienić. Dziękuję również mojemu mężowi że zechciał odtańczyć ze mną ten uzdrawiający taniec. On też musiał przejść przez wiele trudnych sytuacji (nasze wieczorne długie rozmowy i nie tylko). Myślę teraz że moja poczekalnia dobiega końca. Wiem, że ten proces uzdrawiania jeszcze potrwa, ale jest to droga którą warto kroczyć, chociaż często jest wyboista. Już nie czekam, mam zajęcie i robię różne rzeczy na które mam pomysł. Zaakceptowałam taką potrzebę pracowania mojego męża. Wiem, że on kiedyś zmieni pracę na normalną i sam zrozumie że warto żyć inaczej i nie wolno dać się totalnie wykorzystywać przez pracodawcę. Proszę moje anioły aby pomogły wyjść naszemu małżeństwu z tego mroku zapracowania się mojego męża i dały nam możliwość bycia radosnymi nie tylko na urlopie. Wierzę też, że mąż kocha tylko mnie, a ta pani będzie w przyszłości mglistym wspomnieniem w jego i mojej głowie.
Cudowna jest taka zmiana i wspaniałe takie myślenie. Dziś mogę powiedzieć „żegnaj poczekalnio naszego małżeństwa” na zawsze, gdyż ufam, że tak wkrótce będzie. To jest zasługa mojej terapeutki Miry i Radykalnego Wybaczania – to naprawdę działa.
Odmieniona Mieczysława
P.S.
Chciałabym jeszcze dodać, że jeżeli potrzebujesz pomocy w zlikwidowaniu kłopotów, które nie pozwalają normalnie żyć, to moja Trenerka Life Coach  nazywa się Mirosława MIRA Hordyńska, pracuje również przez skype. Pomaga  osobą mieszkającym w Polsce jak i za granicą.
Jest to naprawdę niezwykła osoba, w swojej pracy wykorzystuje mądrość i wiedzę z różnych dziedzin. Traktuje człowieka jako całość, na drodze do świadomego życia w miłości i szczęściu.





Czy masz swoją historię o tym jak wybaczenia zmieniło Twoje życie?
Proszę podziel się ze mną   i innymi osobami tą opowieścią , pomożesz tym samym wielu osobą poznać siłę  wybaczania.


...................................................................................................................................










Fragment książki :



Gerald G. Jampolski
                        
   "PRZEBACZENIE NAJPOTĘŻNIEJSZY UZDROWICIEL"




Wzór przebaczenia.


Kilka lat temu moja żona Diane i ja poznaliśmy wspaniałą kobietę Andreę de Nottbeck. Poznaliśmy się dzięki niezwykłej rozmowie telefonicznej z pewną osobą ze Szwajcarii, która powiadomiła nas, że jej znajoma posiada obraz, który chciałaby nam ofiarować. Kobieta ta miała wtedy dziewięćdziesiąt trzy lata i cieszyła się doskonałym zdrowiem. Większość swego majątku rozdała organizacjom filantropijnym, ale miała jeszcze jedną własność do oddania przed śmiercią. Był to trzynastowieczny obraz przedstawiający Jezusa Chrystusa.
Zastanawiając się, kto powinien otrzymać obraz po jej śmierci, Andrea wyszła w góry, by nad tym pomedytować. Po kilku chwilach usłyszała wewnętrzny głos: „Kochać, to pozbyć się lęku". Postanowiła, że obraz powinien otrzymać Jeny Jampolsky, autor tak zatytułowanej książki, która opowiada o tym, jak blokujemy miłość w naszym życiu. Wkrótce potem jej przyjaciółka zadzwoniła do mnie do Stanów. Dowiedzieliśmy się, że kilka lat wcześniej, po śmierci męża, Andrea stała się zgorzkniałą, kapryśną staruszką. Trudno było z nią wytrzymać, często prowokowała kłótnie i bezustannie się sprzeczała. W wieku osiemdziesięciu pięciu lat otrzymała od swojej przyjaciółki egzemplarz książki „Kochać, to pozbyć się
lęku". Stała się ona codzienną lekturą Andrei. Wkrótce zaczęła wybaczać ludziom, którzy —jak czuła —ją zranili. Wybaczyła też i sobie zachowanie, które — jak wiedziała — spowodowało czyjś ból albo było wrogie wobec innych. Jej życie odmieniło się w cudowny sposób. Pozbywszy się goryczy i złości do świata, stała się beztroska i radosna jak nigdy dotąd. Aby uczcić swoją przemianę, postanowiła zmienić imię na Happy (Szczęśliwa).
Nie wiedziałem, dopóki nie spotkałem się z Happy, że przyczyniła się do przetłumaczenia i wydania „Kochać, to pozbyć się lęku" w języku francuskim. Kiedy usłyszeliśmy opowieść o przemianie Happy, Diana i ja postanowiliśmy ją odwiedzić, łącząc naszą podróż z wcześniej zaplanowaną wyprawą na Środkowy Wschód. Zaraz po przybyciu spotkaliśmy się z tą niezwykłą kobietą. Pokazała nam czasopismo ze swoim zdjęciem na okładce, ukazującym ją, jak leci szybowcem nad francuską okolicą! Miała wtedy osiemdziesiąt osiem lat. Jakby tego nie było dość, poprawiła ten wyczyn, lecąc dwupłatowcem w wieku lat dziewięćdziesięciu jeden.
Spędziliśmy z Happy trzy wspaniałe dni w jej szwajcarskim domu w Genewie. Muszę powiedzieć, iż rzeczywiście żyła w zgodzie ze swym nowym imieniem.
Była jedną z najszczęśliwszych, najbardziej spokojnych i kochających osób, jakie kiedykolwiek spotkałem.
Kiedy zapytaliśmy Happy jak jej się udało tak pozytywnie przemienić swe życie, odparła: „Po prostu zrezygnowałam ze wszystkich swoich osądów".
Opuściliśmy dom Happy, powitawszy wraz z nią Nowy Rok. Diane zabrała podarowany obraz do Kalifornii, a ja wyruszyłem na Środkowy Wschód na umówione spotkanie z przyjaciółmi. Trzy tygodnie później dotarła do nas wiadomość, że Happy zmarła spokojnie we śnie, tak jak przewidziała. Do dzisiaj rozmyślam o historii Happy, o tym, jak jej życie zmieniło się dzięki przebaczeniu. Jestem niesłychanie szczęśliwy, że miałem sposobność poznać tę wspaniałą kobietę. Pozostanie ona na zawsze dla mnie i dla Diane najpotężniejszym wzorem przebaczenia i będzie nam wszystkim przypominać, że nigdy nie jesteśmy za starzy na to, by się zmienić.


Czy masz swoją historię o tym jak wybaczenia zmieniło Twoje życie?
Proszę podziel się ze mną   i innymi osobami tą opowieścią , pomożesz tym samym wielu osobą poznać siłę  wybaczania.


Napisz do mnie :


Mirosława MIRA Hordyńska
miravi7@gmail.com